Kiedy serce bije mocniej :)
Właściwie nie miałem kiedy o tym napisać, a jest o czym. Część osób zastanawiało moje nieprzyjście w poniedziałek na zajęcia. Otóż powód nie był taki błahy. Po powrocie w niedzielę z biwaku z 56, postanowiłem zrobić coś, na co kiedyś bym się nigdy nie odważył. Ale zacznijmy od początku...
Niedziela godz 17.00 myślę sobie lekko zaspany, że jutro trzeba oddać projekt z programowania. Zmęczenie jednak nie pozwala mi na skończenie owego programu i kładę się spać na 2 godzinki. Wstałem koło 19 i stwierdziłem, że coś się jutro stanie. No i postanowiłem. Oświadczę się Ewelinie. Szybkie sprawdzenie pociągów do Stolicy i myśl - "cholera! nie mam pierścionka!". No cóż trudno, kupię w Warszawie. Koło 21 położyłem się spać. Pociąg miałem o 6.05. Wstałem o 5, szybko się umyłem, włożyłem najlepsze ciuchy, szybko coś zjadłem, wsiadłem w taksówkę i pojechałem na dworzec pkp. Na szczęście ludzi było mało i w miarę wygodnie rozłożyłem się w przedziale. Serce biło mi coraz mocniej, a to dopiero początek.
Podróż trwała trochę ponad dwie godziny i zleciała dziwnie szybko. Myśli w głowie miałem coraz więcej. Wysiadłem na centralnym. Ewelina ma w poniedziałek WF rano, miałem czas do południa, jakieś 4 godziny, niewiele jak na zrobienie zakupu, odnalezienia się w wielkim mieście i przygotowanie się do zadania najważniejszego pytania. No ale cóż, jak przygoda to przygoda :) Niepewnym krokiem ruszyłem w stronę Apartu. Za oknem słońce świeciło coraz mocniej i pierścionki pięknie lśniły. Ich ceny również :P Wzrok mi latał jak piłeczki od ping ponga. Ale trzeba było wziąć się w garść. Jedno krótkie spojrzenie i już wiedziałem. On patrzył na mniej, a ja na niego. "To musi być ten pierścionek!" pomyślałem. Nie wiem dlaczego ale po prostu wiedziałem że to ten. Uśmiechnięta Pani przy kasie, elegancko zapakowała mój wybór. Dobrze, że wziąłem kartę ;) pieniądze przeznaczone na iPoda poszły na pierścionek ;) i nie żałuję ;) Z pierścionkiem w kieszeni i uśmiechem na twarzy opuściłem sklep. Ok. Pierścionek jest, jeszcze kwiaty i najważniejsze, nie miałem pomysłu na zadanie pytania...
Do oświadczyn zostały 3 godziny. Poszedłem na postój taksówek. Starszy, siwy pan, w wielkich okularach przeciwsłonecznych siedział na fotelu kierowcy i leniwie czytał gazetę. Otworzyłem drzwi od jego merca, przywitałem się i poprosiłem, żeby mnie zawiózł do kwiaciarni w okolice Łazienek. Po skończonym kursie, poprosiłem, żeby dał mi numer do siebie. Chciałem żeby przywiózł Ewelinę do Łazienek, ale o tym za chwilę. Kwiaty. Nie mam jakiegoś super zmysłu estetycznego, dlatego polegałem na intuicji kwiaciarki. Wielki bukiet krwistoczerwonych róż, powstawał w zastraszającym tempie. Wyszedł naprawdę super! Tak mi się przynajmniej zdawało, wiadomo - stres ;) kolejna godzina z głowy. W międzyczasie zadzwoniłem do Eweliny, była już po W-Fie, w domu. Powiedziałem że za godzinę przyjedzie taksówka po nią, opisałem taksówkarza. Zaskoczona, spytała czy to nie żart, odpowiedziałem, że nie, żeby mi zaufała. Miałem więc jakieś 1,5 godziny. Zadzwoniłem do taksówkarza, wcześniej mu zapłaciłem za ten kurs, powiedział, że będzie punktualnie. Wszystko szło zgodnie z planem...
Przyjechała. Pytanie miałem w głowie. Schowałem się i zadzwoniłem do niej, obserwując jak idzie. Kazałem jej usiąść na ławce. Nigdy nie zapomnę tego widoku, ani tego co działo się dalej. To było niesamowite :) Reszta niech zostanie słodką tajemnicą :)
Kocham Cię Skarbie!
Ojej taką durnotę! iPoda chciałeś kupić, co Cię napadło? A co do zaręczyn, wypytałeś się wcześniej o rozmiar palca? Po za tym i tak za kilka(naście) miesięcy znajdziesz sobie nową dziewczynę.
rmrmg @ 01 kwietnia 2008 21:06:46
rmrg czyżbyś przestał nazywać dziewczyny samicami ? :P
Pingwin @ 01 kwietnia 2008 23:19:21
o ja... porazka
nick @ 07 kwietnia 2008 12:25:47
jak czytam twojego blogaska to nie opuszcza mnie sarkastyczny usmiech. ostatnio bylem tu jak przez internet zrywales z gabriel.
aczkolwiek kobieta na jednym akumulatorze pracuje dluzej niz ipod.
powodzenia szkrabie ;]
qxek @ 09 kwietnia 2008 00:53:45
Człowieczku napisz wkoncu sprostowanie bo ludzie ci zyc nie dadza:P
H @ 09 kwietnia 2008 11:31:14
Maciek, jakże wiarygodne są Twoje historie ;) Ludzie, nie dość, że nie zerkną na datę, to uparcie widzą mnie w roli żony. Wózek i fartuszek naprawdę w najbliższym czasie nie będą moimi atrybutami :P
Pingwin @ 09 kwietnia 2008 16:44:58
a czasami wychodze z letargu zeby zaczerpna linuksowego powietrza ;)
qxek @ 11 kwietnia 2008 01:42:11

