O grzeczności w autobusie
Jadę dziś sobie kulturalnie autobusem linii 16 do centrum. Wsiadam, autobus praktycznie pusty, zająłem więc miejsce przy oknie, tyłem do kierunku jazdy. Wszystko jest spoko, podróż jak podróż. Po kilku przystankach dosiada się do mnie kobieta, lat około 40-50, nieważne, ze swoim czworonogim pupilem na smyczy.
Siada oczywiście obok mnie mając do wyboru kilka pustych dwuosobowych miejsc. No nic jakoś to zdzierżę. Piesek biega pomiędzy siedzeniami, więc mi nie przeszkadza. Do czasu. Właścicielka psa doszła do wniosku, że biedactwo może się zmęczy tym bieganiem i wzięła go na ręce. Pominę fakt, że psinie przydałaby się wizyta u dentysty. Czworonóg z zainteresowaniem zaczął mnie obwąchiwać i skrobać moją torbę. Mnie zaczęło powoli brać na kichanie i poczułem że wszystko zaczyna mnie swędzieć - alergia mode on. Niedobrze. Więc jako kulturalny człowiek do owej pani rzekłem:
- Czy mogłaby Pani, jeśli to nie jest problemem, przesiąść się na przeciwko ze swoim psem, ponieważ jestem alergikiem, jeśli nie to ja chętnie zmienię miejsce.
I wtedy się zaczęło. Pani oburzona zmieniła miejsce i na cały autobus zaczęła się wydzierać, że jaki to ja delikatny, że co taki piesek może zrobić, że jak to on mi może przeszkadzać. Każdej osobie, która do owej pani się dosiadła, pokazywała mnie palcem i mówiła jakieś monologi wielce obrażonym tonem. To nic że jej pies jechał bez biletu, że utrudniała mi podróżowanie, za które zapłaciłem, że złamała regulamin. Cały autobus musiał usłyszeć jaki to ja jestem zły i niedobry alergik! Wreszcie dojechałem do Rynku Kościuszki po czym opuściłem z radością autobus.
A teraz idę na odprawę VII Międzynarodowych Mistrzostw Polski w Ratownictwie Medycznym i Drogowym. Mam nadzieję, że w komunikacji miejskiej nie spotkam żadnej pani z pieskiem ;)
Małe zwierzęta które można wziąć na ręce zazwyczaj jeżdżą nie potrzebują biletu (ale to może zależeć od przepisów w konkretnym mieście).
do najmniejszych nie należał z regulaminu Białostockiej Komunikacji Miejskiej:
§ 49. Bagażu oraz zwierząt domowych nie wolno umieszczać na miejscach przeznaczonych do siedzenia.
§ 54. Przewóz zwierząt domowych odbywa się za opłatą przewidzianą w cenniku, w warunkach zapewniających bezpieczeństwo Pasażerów.
§ 55. Psy przewożone są pod warunkiem, że posiadają założony kaganiec, trzymane są na smyczy i nie zachowują się agresywnie.
§ 56. Zwolnione z opłaty są zwierzęta domowe trzymane na rękach.
bilet bagażowy uprawniający do przewozu bagażu nie będącego bagażem podręcznym i przewozu zwierząt nie trzymanych na rękach: 2,00 zł;
nie miał kagańca i kończynami dolnymi (tymi od ogona) dotykał podłogi i czasem mojego buta więc pod brak biletu też się kwalifikował ;-) odpuściłem już, bo nie chciałem się bardziej 'kompromitować' - i tak zostałem przedstawiony pasażerom jako najgorsza szuja bo 'alergik'.
Szkoda, że nie trafiłeś na kontrolę biletów - kiedyś byłem świadkiem jak chłopak miał nieprzyjemności przez swojego pieska (bez smyczy i kagańca).
Ah, jak to dobrze, że z komunikacji miejskiej korzystam tylko kilka razy w roku ;)
Ja przez cały sierpień tylko na rowerze, to była może 3 albo 4 podróż w miesiącu i od razu takie nieprzyjemności :P
To, że psisko nie miało kagańca nie jest aż takim problemem. Problem w tym, że to durne babsko kagańca nie miało!
W przepisach komunikacji miejskiej jest też informacja, że nie wolno przewozić przedmiotów żrących, cuchnących i budzących odrazę. Uważam, że babsztyl spełniał te ograniczenia w co najmniej dwóch warunkach!
kkk @ 28 sierpnia 2008 22:11:29
Mi regularnie takie panie siadaja na torebce, mimo ze dookola jest pierdyliard wolnych miejsc. Nie - ona MUSI wybrac akurat to, na ktorych polozylam torebke. Ech, zycie ;-)
assez @ 28 sierpnia 2008 23:25:46
@kkk - no to tak jak u mnie z plecakiem, siedzeń wolnych do groma a Baba przychodzi i sie pyta czy mogę zabrać plecak(lub sie nie pyta...). Ludzie chyba są wyuczeni żeby robić na złość, mam nadzieje ze ja taki na starość nie będę...
Berbel @ 29 sierpnia 2008 08:17:21
Ten wpis skojarzył mi się z pewnym polskim filmem:
"Czekam na psa. Jak na wyrok. Bo on już zapadł. Tam na peronie."
W sumie jak zobaczyłem psa i jego właścicielkę to miałem podobne myśli jak bohater wyżej zacytowanego filmu ;)
Kup sobie gwizdek na ultradźwięki. I następnym razem jak ją spotkasz to przesiądź się na drugą stronę autobusu, gwizdnij mocno, i obserwuj jak jej piesek wariuje :D
Azrael Nightwalker @ 29 sierpnia 2008 15:52:13
a co ultradźwięki mogą zrobić psu? będzie uciekał od dźwięku czy szedł w jego strone? ;)
To do takiego plecaka/torebki coś nakolcowanego włożyć i wtedy niech sobie na to siadają do woli. ;)
bez sensu. pies tu nie jest winien tylko właścicielka. po co męczyć biednego zwierzaka?


