Pan Maciek był chory...
i leżał w łóżeczku. Nie, nie, nie, żaden doktor nie przyszedł. 2 godzinne spacery na mrozie mi nie służą. Leżę więc jak za karę i tak uciekają mi ostatnie godziny wolnego - od jutra znowu na uczelnię. A tam nieciekawie - projekty których jeszcze nie ruszyłem, kolokwia i ostatnie zaliczenia. Marzę o tym żeby ten miesiąc minął maksymalnie szybko. Mam sporo pomysłów do zrealizowania, jednak brak mi zapału do ich realizacji. Nowy rok zaczął się mocno średnio, dobrze że nie jestem przesądny.
ps nie próbujcie pisać wpisów przez palringo - źle to się kończy ;)


